poniedziałek, 25 grudnia 2017

Rozdział 3

JUSTIN:
Dziś miałem zacząć naukę w Jacsonville nie wiem jak to przetrwam, ale jakoś musze. Lecz z drugiej strony cieszę się, że matka zgodziła się na tą szkołę może znów spotkam mojego anioła. Gdy wjechałem na szkolny parking większość miejsc była już zajęta zaparkowałem swoje niebieskie volvo i biorąc głęboki oddech spojrzałem na budynek
- Dasz radę Justyn nikt cię przecież nie zje – powiedziałem do siebie chcąc dodać sobie odwagi, po czym zabrałem plecak z przedniego siedzenia i wyszedłem z wozu, a następnie ruszyłem w stronę klasy, w której miała się odbyć pierwsza lekcja. Kiedy wszedłem do klasy większość uczni siedziała już w ławkach, lecz zamiast zwrócić uwagę na mnie byli pochłonięci rozmową między sobą podchodząc do nauczyciela podałem mu dokument, który wcześniej dostałem w sekretariacie, gdy ten przeczytał nazwisko zmierzył mnie wzrokiem i kazał usiąść w ostatniej ławce z tyłu klasy nie przedstawiając mnie najpierw wszystkim, za co w duchu byłem mu bardzo wdzięczny. Dopiero, gdy siadałem na swoje miejsce niektórzy zauważyli moją obecność. Podczas lekcji trudno było uczniom wykręcać głowy i się na mnie gapić, co ich wcale nie powstrzymywało, więc starałem się nie odrywać wzroku od książek.
- Panno Williams, Panno Collins wiem, że nie jestem tak przystojny jak pan Bieber, ale proszę mnie słuchać i skupić się na lekcji za tydzień będzie test, z którego wynik będzie mieć wpływ na ocenę końcową a chyba panienki nie chcą powtarzać klasy? – Powiedział zdenerwowany profesor do dziewczyn z przedniej ławki, które cały czas odwracały się, zerkały w moją stronę i szeptały coś między sobą a ja słysząc to zsunąłem się na krześle chcąc zniknąć.
- O kogo my tu mamy Pan Baylie jak zawsze na czas. – Powiedział profesor, gdy nagle drzwi do klasy się otworzyły i wszedł przez nie jakiś brunet, przez co na moment uwaga wszystkich skupiła się na nim. – No dobrze siadaj – dodał profesor, gdy chłopak podał mu jakąś kartkę najprawdopodobniej jakieś usprawiedliwianie.
Reszta przedpołudnia minęła podobnie po 2 lekcjach nawet udawało mi się rozpoznawać niektóre twarze. Następnie przyszła pora lanczu, więc ruszyłem w stronę stołówki wraz z rzeszą fanów, którzy cały czas przekrzykiwali się tylko po to bym zwrócił na nich uwagę. Kiedy wszedłem do pomieszczenia dało usłyszeć się krzyki, śmiech albo plotkarskie szepty, chcąc zjeść w spokoju drugie śniadanie siadłem przy najbliższym wolnym stoliku, lecz niestety już po chwili pojawiła się obok jakaś blondynka chyba była tu uznawana za piękność, bo wszystkie oczy innych uczniów skierowały się na nas.

- Cześć mam na imię Kate – przedstawiła się siadając na moim stoliku, po czym dodała - możesz dzwonić, kiedy chcesz - zapisując mi na ręku swój numer telefonu

- Dzięki, ale raczej nie skorzystam - uśmiechnąłem się do niej zabierając rękę - Każdy tak mówi, a potem każdy dzwoni - odpowiedziała rzucając mi "uwodzicielskie" spojrzenie, co w jej wypadku wyglądało kiepsko

- Czyli mówisz otwarcie o tym, że się puszczasz na prawo i lewo? Odważne, ale i głupie - mrugnąłem do niej, ta zaś nie zwracając na to uwagi odwróciła się i odeszła kręcąc tyłkiem nie była dziewczyna w moim typie, ale mimo wszystko, jaki facet by się nie obejrzał za takim tyłkiem.

- Widzę, że poznałeś już Kate jest niezła, ale wredna rzucił jakiś chłopak siadając na przeciwko mnie - jestem Eric mamy razem biologię.

- A tak to ty się spóźniłeś na lekcję.

- Eric Beylie we własnej osobie. - powiedział chłopak podajac mi rękę.

- Jestem Justin, ale mów mi Jay

- Więc jak tam pierwszy dzień Jay?

- Nieźle, ale nikogo nie znam

- Ej a ja to, co? - powiedział brunet wskazujac na siebie.

- No tak sorry - odpowiedzialem śmiejąc sie z chłopaka.

- Jak chcesz mogę Cię wprowadzić - zaproponował chłopak

- Jasne - odparlem słysząc to chłopak uśmiechnął sie i zaczął mi o Wszystkich opowiadać czyli kto z kim jest, z kim warto trzymać, a z kim nie. Swoją drogą gość był spoko coś czuję że się zaprzyjaźnimy. Po drugim śniadaniu przyszedł czas na zajęcia z chemii nienawidziłem tego przedmiotu, po co to, komu w życiu potrzebne. Na zajęciach pracowaliśmy w parach, gdy wszedłem do klasy nauczyciel kazał zająć mi miejsce rozgląda wszy się jedyne wolne było obok jakiejś brunetki.

- Wolne? - Zapytałem ta zaś nawet nie podnosząc głowy znad książki tylko mruknęła pod nosem

- Yhm siadaj - powiedziała nie zwracając na mnie uwagi

- Mam na imię Justin? A ty? - Zapytałem by jakoś rozpocząć rozmowę

- Uwierz mi nie będzie ci to do niczego potrzebne - kolejny raz mruknęła po nosem- Skoro mamy razem pracować muszę wiedzieć jak masz na imię

- Jane – powiedziała blondynka podnosząc głowę znad książki i zachowując się jakby nie wiedziała, kim jestem zazwyczaj dziewczyny mdleją na mój widok, piszczą, płaczą lub po prostu nie mogą wydusić słowa a ona zachowywała się jakby nigdy wcześniej nie wiedziała o moim istnieniu.
- Klaso dzisiaj będziemy rozwiązywać równania reakcji pomiędzy solami i chlorowodorami. - Rzucił nauczyciel rozdając po karcie zadań na ławkę.

- Czyli jednak będziemy musieli się do siebie odzywać. - Powiedziałem do niej, na co ona tylko parsknęła śmiechem i zaczęła robić te pieprzone równania. Gdyby nie to, że za cholerę nie rozumiem chemii zacząłbym je robić, ale no cóż. Nic na to nie poradzę, że za Chiny jej nie rozumiem.

- Umm... Jane nie chcę ci przeszkadzać, ale czy mogłabyś mi to wytłumaczyć?
- Jasne – mruknęła dziewczyna i przysunęła bliżej by zacząć mi wszystko tłumaczyć a ja nagle poczułem zapach jaśminu Jane miała takie same perfumy jak moja tajemnicza nieznajoma. Czy to możliwe, aby to ona była moim aniołem.
JANE:
Od chwili, w której zaczęłam tłumaczyć Justinowi równania chłopak zamiast mnie słuchać dziwnie mi się przyglądał czyżby wiedział, kim jestem.
- OK możesz przestać? - Zapytałam czując na sobie przenikliwy wzrok chłopaka
- O co ci chodzi? - Zapytał udając ze nie wie, o czym mówię.
- O to jak się na mnie gapisz - wyjaśniłam
- Lubię patrzeć na piękne dziewczyny – odpowiedział szeroko się uśmiechając, na co ja tylko przewróciłam oczami - po za tym mam wrażenie, że już się spotkaliśmy. – Dodał a ja słysząc trzy ostatnie słowa poczułam jak robi mi się strasznie gorąco a serce przyspiesza, lecz mimo to postanowiłam udawać ze nie wiem, o czym mowa.
- Chyba w twoich snach
- W moich snach robimy, co innego maleńka. - Powiedział Justyn puszczając do mnie oczko i zawadiacko się uśmiechając.
- Wiesz, co idioto, radź sobie sam. - Powiedziałam wkurzona z nutą jadu w głosie, po czym odsunęłam się od niego i do końca lekcji nie zamieniłam już z nim słowa mimo ze on próbował znów zagadać.
JUSTIN:
Kiedy tylko wyszliśmy z klasy Jane zaczęła rozmawiać z jakąś dziewczyną chyba była ona jej przyjaciółką ja zaś od razu ruszyłem w stronę Erica chcąc wypytać go o Jane musiałem jak najszybciej dowiedzieć się wszystkiego o tej dziewczynie.
- Eric wiesz może, kim jest ta dziewczyna w granatowej bluzie?. - zapytałem chłopaka wskazując ukratkiem Jane.
- To, Jane Stuwart szkolna kujonka, nie mów, że ci się podoba.
- Cóż, jako jedyna nie traktuje mnie jak gwiazdy i trzyma się z daleka.
- Może, ale od razu daj sobie spokój nawet ty nie masz u niej szans. Jane to trudny i dziwny przypadek.
- Co masz na myśli mówiąc dziwny? - zapytałem podejrzliwie
- Ta dziewczyna zawsze trzyma się na uboczu, ma jedną przyjaciółkę, cały czas siedzi w książkach, nie chodzi na imprezy, a co do facetów ta dziewczyna nie chodzi na randki.
- Jak to nie chodzi na randki ? Nie wygląda mi na lesbijkę.
- I nią nie jest, - opowiedział chlopak śmiejąc się - choć kiedyś dziewczyny puściły taka plotke, ale na drugi dzień Jane przyszła do szkoły ubrana jak typowa rockmenka wyglądała bosko nawet sam wtedy chciałem się z nią umówić, ale uprzedził mnie Rayan kapitan naszej szkolnej drużyny.
- Wiec, czemu twierdzisz, że nie chodzi na randki?
- Bo go wystawiła, gość był wściekły, bo jaka normalna dziewczyna wystawiłaby Rayana McKenzie - stwierdził chłopak wywracajac oczami na co ja sie roześmiałem - chciał jej zrobić awanturę ale gdy zobaczył ją na drugi dzień spowrotem w wersji typowej kujonki stwierdził że daruje sobie i nie będzie robił obciachu. Wiec skoro kapitan naszej drużyny nie dał rade ty tym bardziej nie podołasz.
- Może wasz kapitan nie umie czarować. - stwierdziłem ruszajac brwiami.
- Dobra, skoro jesteś taki pewny siebie udowodnij, w sobotę urządzam imprezę masz pięć dni przyprowadź ją.
- Ok, lubię wyzwania. - powiedziałem spogladajac na dziewczynę.
- W takim razie powodzenia. - powiedział chłopak klepiac mnie po ramieniu i śmiejąc się odszedł.
                    ***

Gdy tylko wróciłem ze szkoły zastałem w domu mojego agenta rozmawiającego z matką jak tylko mnie zobaczyli od razu umilkli.

- I jak tam pierwszy dzień w szkole - zapytali

- Nieźle poza tym że nie radze sobie z chemią.

- Daj spokój poderwij jakąś kujonkę na pewno ci z chęcią udzieli korepetycji - powiedział agent

- Mam ja wykorzystać ? - zapytałem zdziwiony słowami agenta

- Nie wykorzystać tylko poprosić o pomoc – powiedział agent widząc oburzoną minę mojej matki.

A jednoczesnie tym samym podsuwajac mi pomysł na zdobycie Jane.
****************



PROSZĘ BARDZO O KOMENTARZE BO NIE WIEM CZY WARTO PISAĆ DALEJ. KTOŚ TO CZYTA?

poniedziałek, 27 listopada 2017

Rozdział 2

Justin:
Siedziałem w pokoju hotelowym i przeglądałem portale społecznościowe, gdy nagle usłyszałem pukanie do drzwi.
- Proszę! - Krzyknąłem.
- Cześć Justin - powiedziała moja matka, wchodząc do pokoju.
- O, cześć mamo, coś się stało? - Zapytałem, widząc jej wyraz twarzy.
- Musimy porozmawiać - oznajmiła poważnym tonem.
- O co chodzi? - Zmarszczyłem brwi.
- Posłuchaj, zrezygnowałam z twojej nauki w domu tylko z jednego powodu - wszystko oblewasz.
- To, co? Przecież jestem gwiazdą - powiedziałem i wzruszyłem ramionami.
- Po skończeniu trasy koniec przywilejów. Pójdziesz do zwykłego liceum - zarządziła.
- Co?! Nie mogę! Jestem zbyt sławny! - Zaprotestowałem, gdy w mojej głowie pojawiła się scena nastolatek ganiających mnie po szkolnym korytarzu.
- Niestety jest za późno. Jeśli nie zaliczysz klasy, czeka cię nauka w wakacje i żadnych tournée.
- W takim razie wyprowadzę się do ojca – zagroziłem, mając nadzieję, że uda mi się z tego jakoś wybrnąć.
- Czyżby? Wyobraź sobie, że ojciec podziela moje zdanie. Martwimy się o ciebie Justin – powiedziała moja matka ciężko wzdychając.
- Oglądacie za dużo programów muzycznych – skwitowałem.
- Nie wiesz, co cię czeka w przyszłości - usłyszałem za swoimi plecami męski baryton.
- Scooter, co ty tu robisz? – Zapytałem menedżera wchodzącego do mojego pokoju o tak późnej porze.
- Twoja mama mnie wezwała. - Odpowiedział, wskazując na kobietę.
- Powiedz jej żeby mi tego nie robiła – poprosiłem Scoota, mając nadzieje, że mnie poprze.
- Jestem twoim menedżerem, nie ojcem. Poza tym uważam, że Patty ma racje. Pamiętaj, że jesteś idolem dla wielu nastolatków – powiedział, a we mnie się zagotowało. Nie mogłem uwierzyć, że nawet on jest przeciwko mnie.
- Choć raz pomyśl o swojej przyszłości Justin – powiedziała matka, wciąż próbując mi przemówić do rozsądku.
- I o reklamie – dodał menedżer, na co wywróciłem oczami.
- Nie ma innej możliwości, prawda? – Zapytałem zrezygnowany.
- Niestety – potwierdziła moje słowa.
- Dobra, ale pod jednym warunkiem - zacząłem i spojrzałem się na nich znacząco. - Sam wybieram miasto i szkołę.
- Zgoda - powiedzieli obydwoje.
- Westside High School w Jacksonville – powiedziałem, przypominając sobie o dziewczynie, którą spotkałem w kinie. Może dzięki temu znowu uda mi się ją spotkać.
- Ale to przecież małe miasto – zniesmaczył się brunet.
- Właśnie o to chodzi Scooter. Małe miasto, mało ludzi, mało piszczących nastolatek - wytłumaczyłem, mówiąc jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
- Dobrze, jutro zadzwonię i w przyszłym tygodniu zaczniesz – powiedziała moja matka.
- A teraz się kładź do spania. Jutro masz wywiad u Ellen. – Rzekł Scooter, po czym wyszedł z kobietą, zostawiając mnie samego.
***
(drukiem pochylonym są pisane myśli Justina)
- Dzień dobry! Witam wszystkich bardzo serdecznie w dzisiejszym wywiadzie. W studiu gościmy idola nastolatek na całym świecie. A o to Justin Bieber!
- Cześć Ellen, cóż za wylewne powitanie - zaśmiałem się i przywitałem z kobietą, całując w policzek.
- A ty jak zawsze w humorze.
- A jakby mogło być inaczej? - Zapytałem retorycznie.
- No tak. Justin, jutro grasz ostatni koncert promujący twoją trzecią, a zarazem najnowszą płytę. Masz dopiero osiemnaście lat, a już jesteś na szczycie. Bilety na koncerty sprzedają się, jak świeże bułeczki. Piosenki twojego autorstwa są na pierwszych miejscach list przebojów. Jaka jest tajemnica osiągnięcia takiego sukcesu?
- Cóż, mój sukces zawdzięczam moim fanom. Gdyby nie oni i ich wsparcie, nie zaszedłbym tak daleko.
- A co po skończonej trasie, jakie masz plany na przyszłość? - Dociekała dziennikarka.
- Kolejna płyta? – Zaśmiałem się. – A tak na serio, to nigdy nie wiadomo, co przyniesie życie. Dlatego po zakończeniu trasy postanowiłem wrócić do szkoły i skończyć ostatni rok liceum.
- Wow, zaskoczyłeś mnie! Gwiazdy rzadko postanawiają skończyć swoją edukację, po tylu osiągnięciach. Wiesz może, kiedy zaczynasz naukę?
- Tak, w przyszłym tygodniu - odpowiedziałem lekko się rumieniąc.
- A co to za rumieńce Jay! A może jesteś zakochany? Minęło trochę czasu od twojego ostatniego rozstania. Fanki zapewne są ciekawe czy masz jakąś nową dziewczynę. Umieramy z ciekawości!
- Cóż, oficjalnie nie jestem zakochany i nie mam dziewczyny.
- A nie oficjalnie? - Dociekała kobieta.
- Nie oficjalnie jest pewna dziewczyna, którą poznałem podczas trasy koncertowej i która mnie oczarowała - powiedziałem, a na widowni zapanował harmider.
- Znamy ją?
- Wątpię.
- Powiesz nam, kim jest ta szczęściara?
- Jest moim aniołem - sam chciałbym to wiedzieć.
- Widzę, że wpadłeś po uszy. Nie zdradzisz nam jej imienia?
- Nie - gdybym tylko je znał.
- To może ją nam, chociaż opisz. Wszyscy jesteśmy niezmiernie ciekawi!
- To nie wygląd jest najważniejszy. - Na pewno jest piękna, bo takie przecież są anioły. - Przekonałem się o tym po moim ostatnim rozstaniu.
- Ale jesteś tajemniczy - mruknęła krótkowłosa. - To, jakie cechy charakteru ma twój ideał dziewczyny?
- Powinna być szczera, uczciwa, zabawna, mądra, bezinteresowna i pewna siebie. Ale najważniejsze jest to, by kochała mnie za to, jaki jestem, a nie za to, co mam i kim jestem. - Wierzę, że taka jest.
- W takim razie mam nadzieję, że wkrótce poznamy tego anioła. - Ja też mam taką nadzieje, Ellen. - Dziękuję, za wywiad i do zobaczenia na koncercie w Los Angeles!
***
Jacksonville
Jane:
Siedziałam właśnie w swoim pokoju z moją najlepszą przyjaciółką Liz oglądając film w telewizji i rozmawiając, gdy nagle przerwali i puścili reklamy.
- Jak ja nienawidzę reklam przerywają w najlepszym momencie – powiedziałam przewracając oczami
– Przeżuć na coś innego może na MTV. – Zaproponowała Liz, więc wzięłam pilota i wcisnęłam numer 56 zmieniając kanał na MTV a na ekranie pojawiła się dziewczyna przedstawiająca najnowsze plotki o Justinie Biebrze
... w wywiadzie u Ellen Justin Bieber zdradził, iż podczas swojej ostatniej trasy koncertowej poznał nową miłość niestety nie wyjawił nam jej imienia oto fragment wywiadupowiedziała dziewczyna. Już chciałam przerzucić na inny kanał, ale Liz, jako zagorzałą fanka, która swoją drogą należała do tak zwanych Belibers od razu mnie powstrzymała.
- Zaczekaj słucham tego
- Liz, co ty w nim widzisz? - Zapytałam przyjaciółki, która wpatrywała się z uwielbieniem w ekran
- Przystojniak ma piękny głos i niezły tyłek.
- Jasne, ale wiesz, że nie to powinno się liczyć może i jest przystojny i ma piękny głos, ale chciałabyś faceta, który uważa się za pępek świata?
- Gwiazdy rzadko postanawiają skończyć swoją edukację, po tylu osiągnięciach. Wiesz może, kiedy zaczynasz naukę?
- Tak, w przyszłym tygodniu.
- Jakby miał taki tyłek jak Justin to tak - powiedziała puszczając do mnie oczko.
- Jasne - powiedziałam wywracając oczami - idę po popcorn - dodałam wstając i wychodząc z pokoju zostawiłam przyjaciółkę słuchającą wywiadu ze swoim idolem.
- A co to za rumieńce Jay! A może jesteś zakochany? Minęło trochę czasu od twojego ostatniego rozstania. Fanki zapewne są ciekawe czy masz jakąś nową dziewczynę. Umieramy z ciekawości!
- Cóż, oficjalnie nie jestem zakochany i nie mam dziewczyny.
- A nie oficjalnie?
- Nie oficjalnie jest pewna dziewczyna, którą poznałem podczas trasy koncertowej i która mnie oczarowała
- Znamy ją?
- Wątpię.
- Powiesz nam, kim jest ta szczęściara?
- Jest moim aniołem
- Widzę, że wpadłeś po uszy. Nie zdradzisz nam jej imienia?
- Nie
- To może ją nam, chociaż opisz. Wszyscy jesteśmy niezmiernie ciekawi!
- To nie wygląd jest najważniejszy. Przekonałem się o tym po moim ostatnim rozstaniu.
- Ale jesteś tajemniczy - mruknęła krótkowłosa. - To, jakie cechy charakteru ma twój ideał dziewczyny?
- Powinna być szczera, uczciwa, zabawna, mądra, bezinteresowna i pewna siebie. Ale najważniejsze jest to, by kochała mnie za to, jaki jestem, a nie za to, co mam i kim jestem.
- W takim razie mam nadzieję, że wkrótce poznamy tego anioła.
Czy to oznacza, że Justin zapomniał o Selenie?. Oto jak komentuje to aktorka.
Justin jest wolny i może robić, co chce, więc jeśli naprawdę kogoś poznał życzę im szczęścia.
- Już jestem - powiedziałam wchodząc spowrotem do pokoju na szczęście program już się kończył ale oczywiście Liz musiała mi zdać relacje z tego co mówili o piosenkarzu mimo iż naprawdę mało mnie to obchodziło.
- Wiesz Justin ma nową dziewczynę nazywa ją aniołem słodko prawda? Ciekawe, kim ona jest, bo nie podał prawdziwego imienia i nazwiska... . - mówiła zafascynowana Liz nie mając ochoty tego słuchać od razu ucięłam jej wypowiedz.
- Nie wiem i naprawdę mało mnie to obchodzi
- Ale przecież słuchasz jego muzyki - powiedziała dziewczyna zdziwiona moją reakcją.
- To że słucham jego muzyki nie znaczy, że jestem fanką mającą obsesje na jego punkcie. - wytłumaczyłam dziewczynie
- Ej ja nie mam obsesji - rzuciła obóżona Liz.
- Yhm...  - mruknęłam na potwierdzenie jej słów nie chciałam się z nią kłócić ale i tak wiedziałam swoje po czym uśmiechnęłam się i przerzuciłam kanał wracając do oglądania filmu z przyjaciółką. C.D.N.

***
Proszę o pozostawienie po sobie śladu w postaci komentarza.

poniedziałek, 13 listopada 2017

Rozdział 1

JUSTIN:

Od dwóch miesięcy nie mogę zapomnieć o tajemniczej dziewczynie, która ocaliła mnie przed tłumem fanek. Nawet nie wiem jak naprawdę miała na imię. Nie widziałem również jak dokładnie wygląda, bo gdy poznałem ją w sali kinowej panowała ciemność, ale to mnie nie obchodziło - te kilka minut w jej towarzystwie było najlepszą chwilą w moim życiu. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś spotkam mojego anioła.

Dwa miesiące wcześniej

Właśnie byłem w trasie promującej moją najnowsza płytę. Kolejnym przystankiem miał być Nowy Jork, gdy moja matka, menadżer i zespól stwierdzili, że zgłodnieli i wstąpią do jakiejś knajpy. Ja zaś nie będąc głodnym, wyszedłem z autokaru by się przewietrzyć. Idąc ulicami Jacksonville natknąłem się na grupkę dziewczyn. Od razu w duchu zacząłem prosić Boga, by mnie nie poznały, niestety nieszczęsny los chciał, by cała sytuacja wydarzyła się przed sklepem muzycznym, w którym na wystawie oczywiście wisiałem JA - to znaczy plakat z moją podobizną - a obok stał mój nowy album.
-Ja to mam szczęście - powiedziałem do siebie, spoglądając to na plakat, to na dziewczyny.
Gdy te w końcu zorientowały się w sytuacji, od razu ruszyły w moją stronę, piszcząc i wołając moje imię. Natychmiast odwróciłem się i, zakładając kaptur od bluzy, zacząłem biec, próbując je zgubić. Nagle po drugiej stronie ulicy ujrzałem duży szyld z napisem KINO, więc natychmiast wbiegłem do środka i ruszyłem w stronę sali, w której właśnie zaczynali wyświetlać jakiś film.
- Bilet proszę - powiedział chłopak przy wejściu do sali.
- Co? No nie, tylko nie to.
- Bez biletu pan nie wejdzie - powiedział stanowczo.
-A co powiesz na to? Masz tu 100$ i mnie nie widziałeś, jasne? - powiedziałem do chłopaka przy drzwiach, na co ten tylko się uśmiechnął, skinął głową na znak zgody, po czym biorąc ode mnie pieniądze wpuścił do środka.
Od razu usiadłem w środkowym rzędzie i zsuwając się na fotelu jak najniżej, zacząłem się modlić, by fanki mnie nie znalazły. Już myślałem ze mi się upiekło, gdy w moją stronę zaczęła iść jakaś dziewczyna. O dziwo zamiast podejść i prosić o autograf, ta po prostu spojrzała na bilet i na miejsce obok mnie.
- Przepraszam, mógłby pan przytrzymać? - poprosiła, podając mi kubełek z popcornem i cole. Nie odzywając się, wziąłem od niej rzeczy, ona natomiast zaczęła się rozsiadać na fotelu obok.
- Dziękuje - powiedziała, zabierając ode mnie swoje rzeczy.
- Nie ma za co - odpowiedziałem i wróciłem do udawania, że oglądam film, podczas gdy w duchu modliłem się, by mnie nie poznała.
- Ukrywa się pan?
- Co? - zapytałem, przerażony że mnie rozpoznała.
- Jesteśmy w ciemnej kinowej Sali, a pan siedzi w kapturze, więc albo się pan ukrywa, albo jest pan mordercą i poluje na swoją ofiarę. Wiem, że to nie moja sprawa, ale wolę wiedzieć czy mogę zostać czy lepiej uciekać. - wytłumaczyła dziewczyna, ja natomiast słysząc to stwierdzenie, roześmiałem się.
- Możesz zostać - powiedziałem, zdejmując kaptur i siadając prosto w fotelu - I, proszę, przestań z tym panem. Jestem...- zacząłem, chcąc się przedstawić, gdy nagle do sali wpadły dziewczyny wołające moje imię:
- Justin! Justin!
- No nie, tylko nie to - powiedziałem, zsuwając się ponownie na fotelu.
- Czyli jednak się ukrywasz - powiedziała dziewczyna, chichocząc i kojarząc fakty.
- Proszę, tylko mnie nie wydaj - szepnąłem błagalnie.

JANE:

No nie, ja to mam szczęście. Myślałam, że poznałam jakiegoś fajnego chłopaka, a co się okazało? Że siedzę koło gwiazdki, w której kochają się wszystkie dziewczyny. Nie wiem co one w nim widzą: to prawda, jest przystojny i ma piękny głos, ale dla mnie nie to się liczy u faceta. I gdyby nie to, że pośród dziewczyn, które go ścigały była Kate, której nienawidzę, to pewnie z chęcią bym go wydała.
- Spoko - powiedziałam, wzruszając ramionami i odwróciłam się w stronę ekranu, by wrócić do oglądania filmu.
- O, dziewczyny, patrzcie! To chyba on - krzyknęła Kate, wskazując palcem w naszą stronę. Gdy chłopak już miał wstać i wychodzić by znów spróbować uciec, postanowiłam mu pomóc i odstawić małe show, a przy okazji odegrać się na Kate, za to co dziś mówiła w szkole. Zaraz, jak to szło...a, no tak: „Jaki facet na ciebie spojrzy, kujonko?"
- Jeśli chcesz się stąd wydostać to siedź i współpracuj - powiedziałam, przybliżając się do chłopaka i opierając głowę na jego ramieniu. Chciałam, aby wyglądało to tak jakbyśmy byli na randce.
- Co takiego? - zapytał zaskoczony moim zachowaniem. Chyba nie wiedział o co mi chodzi.
„Nie wierzę, że to robię", pomyślałam, po czym zbliżyłam moje usta do jego delikatnie złożyłam na nich pocałunek. Gdy Justin skojarzył o co mi chodzi, zaczął odwzajemniać każdy pocałunek, a nawet po chwili chyba nawet za bardzo wczuł się w rolę
- Dajcie spokój, to tylko ta kujonka - prychnęła Kate, spoglądając na mnie, podczas gdy Justin zszedł z pocałunkami na moją szyje, tym samym chowając twarz w jej zgłębieniu oraz w moich długich włosach.
- Lepiej idźcie do hotelu, ludzie patrzą - rzuciła Kate.
- Zazdrosna? - zapytałam, chichocząc, gdy poczułam jego usta na swojej szyi.
- Nie ma o co - powiedziała, wycofując się do wyjścia.
Rany gdyby tylko wiedziała.
- Ok, poszły - powiedziałam, odpychając chłopaka od siebie
- Dzięki za ratunek, choć szkoda, że już ich nie ma, bo całkiem nieźle całujesz - powiedział, chyba próbował mnie zawstydzić, ale zamiast tego cholernie mnie wykurzył. Ja mu pomagam, a ten w ramach podziękowania się ze mnie nabija. Może i nie jestem najlepsza w te klocki, ale przecież uratowałam mu tyłek.
- Chcesz, to mogę je zawołać, ale drugi raz na pewno cię nie pocałuję. A teraz wybacz, ale muszę iść. - powiedziałam zła, wstając i ruszając w stronę wyjścia.

JUSTIN:

- Zaraz, zaczekaj - wykrzyknąłem, wstając i ruszając za dziewczyną. Zaskoczyła mnie jej reakcja na mój tekst; chyba mnie źle zrozumiała i pomyślała, że się z niej nabijam. - Jak masz na imię? - zapytałem, zatrzymując ją już prawie przy wyjściu.
- Po co chcesz wiedzieć? I tak już się nie spotkamy.
- Daj spokój, życie jest pełne niespodzianek. Po za tym, chyba mogę znać imię swojej wybawczyni.
- Nie jestem twoją wybawczynią, tylko aniołem stróżem.
- Dobrze. W takim razie będę cię nazywał Angel.
- Jak chcesz.
- Wiec mam u ciebie dług, aniele. Może... - zacząłem i właśnie w tym momencie zadzwonił mój telefon, a na ekranie wyświetliło się imię mojego agenta - Zaczekaj, muszę to odebrać - powiedziałem do dziewczyny, odwracając się do niej plecami.
- Justin, gdzie ty, do diabła, jesteś? - wykrzyknął nieźle wkurzony agent.
- W kinie, zajedźcie od tyłu.
- Co? - zapytał zaskoczony, lecz ja zamiast odpowiedzieć rozłączyłem się, chcąc jak najszybciej wrócić do rozmowy z dziewczyną.
- ... dasz się zaprosić na kawę? - zapytałem, odwracając się, lecz jej już tam nie było. Natychmiast wybiegłem z sali bocznymi drzwiami mając nadzieję, że ją dogonię, ale kogo ja chciałem oszukać? Nawet nie wiedziałem jak dokładnie wygląda, gdyż w sali jedynym światłem było to, które dawał ekran. Jedyne, co wiedziałem to to, że ma długie włosy, a jej perfumy mają zapach jaśminu i naprawdę nieziemsko całuje.
***
Proszę o komentarze jak wam się podoba? Bardzo mi na tym zależy bo nie wiem co dalej pisać czy zrezygnować? Ktoś to czyta?





Prolog



Witajcie nazywam się Justin Biber i opowiem wam historie jedynej prawdziwej miłości mojego życia. Odkąd pamiętam otaczało mnie morze znajomych, w dziewczynach mogłem przebierać, miałem wszystko, co tylko chciałem, lecz mimo to zawsze czułem, że czegoś mi brakuje w życiu, i nigdy nie wiedziałem, czego, do czasu, kiedy poznałem ją, Jane Stewart dziewczynę, która była inna niż wszystkie, nigdy nie przejmowała się tym, co ma na sobie, zawsze chodziła w trampkach coś takiego jak obcas chyba nie było jej znane, za to była bardzo inteligentna i mądra może, dlatego zawsze wszyscy brali ją za typową kujonkę, ale oni nie znali jej tak jak ja, znam ją teraz Jane miała jeszcze wiele innych zalet, lecz Zawsze ukrywała je przed wszystkimi starała się być niewidzialna, ale ja znałem prawdę o niej, ta dziewczyna sprawiła, że patrzę teraz na świat zupełnie inaczej niż przed jej poznaniem, dzięki niej czuje, że się zmieniłem na lepsze a nasza rozłąka upewniła mnie w przekonaniu, że jestem w niej zakochany do szaleństwa. Za bardzo wybiegłem do przodu może zacznę od dnia w którym poznałem Jane Stewart.

Witam

Witam wszystkich. Opowiadanie dostępne jest też na Wattpad. Opowiadanie oparte jest na takich filmach jak: "Gwiazda popu", "Po prostu być", "Szansa na sukces" i "Historia Kopciuszka"