JUSTIN:
Dziś miałem zacząć naukę w Jacsonville nie wiem jak to przetrwam, ale jakoś musze. Lecz z drugiej strony cieszę się, że matka zgodziła się na tą szkołę może znów spotkam mojego anioła. Gdy wjechałem na szkolny parking większość miejsc była już zajęta zaparkowałem swoje niebieskie volvo i biorąc głęboki oddech spojrzałem na budynek
- Dasz radę Justyn nikt cię przecież nie zje – powiedziałem do siebie chcąc dodać sobie odwagi, po czym zabrałem plecak z przedniego siedzenia i wyszedłem z wozu, a następnie ruszyłem w stronę klasy, w której miała się odbyć pierwsza lekcja. Kiedy wszedłem do klasy większość uczni siedziała już w ławkach, lecz zamiast zwrócić uwagę na mnie byli pochłonięci rozmową między sobą podchodząc do nauczyciela podałem mu dokument, który wcześniej dostałem w sekretariacie, gdy ten przeczytał nazwisko zmierzył mnie wzrokiem i kazał usiąść w ostatniej ławce z tyłu klasy nie przedstawiając mnie najpierw wszystkim, za co w duchu byłem mu bardzo wdzięczny. Dopiero, gdy siadałem na swoje miejsce niektórzy zauważyli moją obecność. Podczas lekcji trudno było uczniom wykręcać głowy i się na mnie gapić, co ich wcale nie powstrzymywało, więc starałem się nie odrywać wzroku od książek.
- Panno Williams, Panno Collins wiem, że nie jestem tak przystojny jak pan Bieber, ale proszę mnie słuchać i skupić się na lekcji za tydzień będzie test, z którego wynik będzie mieć wpływ na ocenę końcową a chyba panienki nie chcą powtarzać klasy? – Powiedział zdenerwowany profesor do dziewczyn z przedniej ławki, które cały czas odwracały się, zerkały w moją stronę i szeptały coś między sobą a ja słysząc to zsunąłem się na krześle chcąc zniknąć.
- O kogo my tu mamy Pan Baylie jak zawsze na czas. – Powiedział profesor, gdy nagle drzwi do klasy się otworzyły i wszedł przez nie jakiś brunet, przez co na moment uwaga wszystkich skupiła się na nim. – No dobrze siadaj – dodał profesor, gdy chłopak podał mu jakąś kartkę najprawdopodobniej jakieś usprawiedliwianie.
Reszta przedpołudnia minęła podobnie po 2 lekcjach nawet udawało mi się rozpoznawać niektóre twarze. Następnie przyszła pora lanczu, więc ruszyłem w stronę stołówki wraz z rzeszą fanów, którzy cały czas przekrzykiwali się tylko po to bym zwrócił na nich uwagę. Kiedy wszedłem do pomieszczenia dało usłyszeć się krzyki, śmiech albo plotkarskie szepty, chcąc zjeść w spokoju drugie śniadanie siadłem przy najbliższym wolnym stoliku, lecz niestety już po chwili pojawiła się obok jakaś blondynka chyba była tu uznawana za piękność, bo wszystkie oczy innych uczniów skierowały się na nas.
- Cześć mam na imię Kate – przedstawiła się siadając na moim stoliku, po czym dodała - możesz dzwonić, kiedy chcesz - zapisując mi na ręku swój numer telefonu
- Dzięki, ale raczej nie skorzystam - uśmiechnąłem się do niej zabierając rękę - Każdy tak mówi, a potem każdy dzwoni - odpowiedziała rzucając mi "uwodzicielskie" spojrzenie, co w jej wypadku wyglądało kiepsko
- Czyli mówisz otwarcie o tym, że się puszczasz na prawo i lewo? Odważne, ale i głupie - mrugnąłem do niej, ta zaś nie zwracając na to uwagi odwróciła się i odeszła kręcąc tyłkiem nie była dziewczyna w moim typie, ale mimo wszystko, jaki facet by się nie obejrzał za takim tyłkiem.
- Widzę, że poznałeś już Kate jest niezła, ale wredna rzucił jakiś chłopak siadając na przeciwko mnie - jestem Eric mamy razem biologię.
- A tak to ty się spóźniłeś na lekcję.
- Eric Beylie we własnej osobie. - powiedział chłopak podajac mi rękę.
- Jestem Justin, ale mów mi Jay
- Więc jak tam pierwszy dzień Jay?
- Nieźle, ale nikogo nie znam
- Ej a ja to, co? - powiedział brunet wskazujac na siebie.
- No tak sorry - odpowiedzialem śmiejąc sie z chłopaka.
- Jak chcesz mogę Cię wprowadzić - zaproponował chłopak
- Jasne - odparlem słysząc to chłopak uśmiechnął sie i zaczął mi o Wszystkich opowiadać czyli kto z kim jest, z kim warto trzymać, a z kim nie. Swoją drogą gość był spoko coś czuję że się zaprzyjaźnimy. Po drugim śniadaniu przyszedł czas na zajęcia z chemii nienawidziłem tego przedmiotu, po co to, komu w życiu potrzebne. Na zajęciach pracowaliśmy w parach, gdy wszedłem do klasy nauczyciel kazał zająć mi miejsce rozgląda wszy się jedyne wolne było obok jakiejś brunetki.
- Wolne? - Zapytałem ta zaś nawet nie podnosząc głowy znad książki tylko mruknęła pod nosem
- Yhm siadaj - powiedziała nie zwracając na mnie uwagi
- Mam na imię Justin? A ty? - Zapytałem by jakoś rozpocząć rozmowę
- Uwierz mi nie będzie ci to do niczego potrzebne - kolejny raz mruknęła po nosem- Skoro mamy razem pracować muszę wiedzieć jak masz na imię
- Jane – powiedziała blondynka podnosząc głowę znad książki i zachowując się jakby nie wiedziała, kim jestem zazwyczaj dziewczyny mdleją na mój widok, piszczą, płaczą lub po prostu nie mogą wydusić słowa a ona zachowywała się jakby nigdy wcześniej nie wiedziała o moim istnieniu.
- Klaso dzisiaj będziemy rozwiązywać równania reakcji pomiędzy solami i chlorowodorami. - Rzucił nauczyciel rozdając po karcie zadań na ławkę.
- Czyli jednak będziemy musieli się do siebie odzywać. - Powiedziałem do niej, na co ona tylko parsknęła śmiechem i zaczęła robić te pieprzone równania. Gdyby nie to, że za cholerę nie rozumiem chemii zacząłbym je robić, ale no cóż. Nic na to nie poradzę, że za Chiny jej nie rozumiem.
- Umm... Jane nie chcę ci przeszkadzać, ale czy mogłabyś mi to wytłumaczyć?
- Jasne – mruknęła dziewczyna i przysunęła bliżej by zacząć mi wszystko tłumaczyć a ja nagle poczułem zapach jaśminu Jane miała takie same perfumy jak moja tajemnicza nieznajoma. Czy to możliwe, aby to ona była moim aniołem.
JANE:
Od chwili, w której zaczęłam tłumaczyć Justinowi równania chłopak zamiast mnie słuchać dziwnie mi się przyglądał czyżby wiedział, kim jestem.
- OK możesz przestać? - Zapytałam czując na sobie przenikliwy wzrok chłopaka
- O co ci chodzi? - Zapytał udając ze nie wie, o czym mówię.
- O to jak się na mnie gapisz - wyjaśniłam
- Lubię patrzeć na piękne dziewczyny – odpowiedział szeroko się uśmiechając, na co ja tylko przewróciłam oczami - po za tym mam wrażenie, że już się spotkaliśmy. – Dodał a ja słysząc trzy ostatnie słowa poczułam jak robi mi się strasznie gorąco a serce przyspiesza, lecz mimo to postanowiłam udawać ze nie wiem, o czym mowa.
- Chyba w twoich snach
- W moich snach robimy, co innego maleńka. - Powiedział Justyn puszczając do mnie oczko i zawadiacko się uśmiechając.
- Wiesz, co idioto, radź sobie sam. - Powiedziałam wkurzona z nutą jadu w głosie, po czym odsunęłam się od niego i do końca lekcji nie zamieniłam już z nim słowa mimo ze on próbował znów zagadać.
JUSTIN:
Kiedy tylko wyszliśmy z klasy Jane zaczęła rozmawiać z jakąś dziewczyną chyba była ona jej przyjaciółką ja zaś od razu ruszyłem w stronę Erica chcąc wypytać go o Jane musiałem jak najszybciej dowiedzieć się wszystkiego o tej dziewczynie.
- Eric wiesz może, kim jest ta dziewczyna w granatowej bluzie?. - zapytałem chłopaka wskazując ukratkiem Jane.
- To, Jane Stuwart szkolna kujonka, nie mów, że ci się podoba.
- Cóż, jako jedyna nie traktuje mnie jak gwiazdy i trzyma się z daleka.
- Może, ale od razu daj sobie spokój nawet ty nie masz u niej szans. Jane to trudny i dziwny przypadek.
- Co masz na myśli mówiąc dziwny? - zapytałem podejrzliwie
- Ta dziewczyna zawsze trzyma się na uboczu, ma jedną przyjaciółkę, cały czas siedzi w książkach, nie chodzi na imprezy, a co do facetów ta dziewczyna nie chodzi na randki.
- Jak to nie chodzi na randki ? Nie wygląda mi na lesbijkę.
- I nią nie jest, - opowiedział chlopak śmiejąc się - choć kiedyś dziewczyny puściły taka plotke, ale na drugi dzień Jane przyszła do szkoły ubrana jak typowa rockmenka wyglądała bosko nawet sam wtedy chciałem się z nią umówić, ale uprzedził mnie Rayan kapitan naszej szkolnej drużyny.
- Wiec, czemu twierdzisz, że nie chodzi na randki?
- Bo go wystawiła, gość był wściekły, bo jaka normalna dziewczyna wystawiłaby Rayana McKenzie - stwierdził chłopak wywracajac oczami na co ja sie roześmiałem - chciał jej zrobić awanturę ale gdy zobaczył ją na drugi dzień spowrotem w wersji typowej kujonki stwierdził że daruje sobie i nie będzie robił obciachu. Wiec skoro kapitan naszej drużyny nie dał rade ty tym bardziej nie podołasz.
- Może wasz kapitan nie umie czarować. - stwierdziłem ruszajac brwiami.
- Dobra, skoro jesteś taki pewny siebie udowodnij, w sobotę urządzam imprezę masz pięć dni przyprowadź ją.
- Ok, lubię wyzwania. - powiedziałem spogladajac na dziewczynę.
- W takim razie powodzenia. - powiedział chłopak klepiac mnie po ramieniu i śmiejąc się odszedł.
***
Gdy tylko wróciłem ze szkoły zastałem w domu mojego agenta rozmawiającego z matką jak tylko mnie zobaczyli od razu umilkli.
- I jak tam pierwszy dzień w szkole - zapytali
- Nieźle poza tym że nie radze sobie z chemią.
- Daj spokój poderwij jakąś kujonkę na pewno ci z chęcią udzieli korepetycji - powiedział agent
- Mam ja wykorzystać ? - zapytałem zdziwiony słowami agenta
- Nie wykorzystać tylko poprosić o pomoc – powiedział agent widząc oburzoną minę mojej matki.
A jednoczesnie tym samym podsuwajac mi pomysł na zdobycie Jane.
****************
PROSZĘ BARDZO O KOMENTARZE BO NIE WIEM CZY WARTO PISAĆ DALEJ. KTOŚ TO CZYTA?