poniedziałek, 13 listopada 2017

Rozdział 1

JUSTIN:

Od dwóch miesięcy nie mogę zapomnieć o tajemniczej dziewczynie, która ocaliła mnie przed tłumem fanek. Nawet nie wiem jak naprawdę miała na imię. Nie widziałem również jak dokładnie wygląda, bo gdy poznałem ją w sali kinowej panowała ciemność, ale to mnie nie obchodziło - te kilka minut w jej towarzystwie było najlepszą chwilą w moim życiu. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś spotkam mojego anioła.

Dwa miesiące wcześniej

Właśnie byłem w trasie promującej moją najnowsza płytę. Kolejnym przystankiem miał być Nowy Jork, gdy moja matka, menadżer i zespól stwierdzili, że zgłodnieli i wstąpią do jakiejś knajpy. Ja zaś nie będąc głodnym, wyszedłem z autokaru by się przewietrzyć. Idąc ulicami Jacksonville natknąłem się na grupkę dziewczyn. Od razu w duchu zacząłem prosić Boga, by mnie nie poznały, niestety nieszczęsny los chciał, by cała sytuacja wydarzyła się przed sklepem muzycznym, w którym na wystawie oczywiście wisiałem JA - to znaczy plakat z moją podobizną - a obok stał mój nowy album.
-Ja to mam szczęście - powiedziałem do siebie, spoglądając to na plakat, to na dziewczyny.
Gdy te w końcu zorientowały się w sytuacji, od razu ruszyły w moją stronę, piszcząc i wołając moje imię. Natychmiast odwróciłem się i, zakładając kaptur od bluzy, zacząłem biec, próbując je zgubić. Nagle po drugiej stronie ulicy ujrzałem duży szyld z napisem KINO, więc natychmiast wbiegłem do środka i ruszyłem w stronę sali, w której właśnie zaczynali wyświetlać jakiś film.
- Bilet proszę - powiedział chłopak przy wejściu do sali.
- Co? No nie, tylko nie to.
- Bez biletu pan nie wejdzie - powiedział stanowczo.
-A co powiesz na to? Masz tu 100$ i mnie nie widziałeś, jasne? - powiedziałem do chłopaka przy drzwiach, na co ten tylko się uśmiechnął, skinął głową na znak zgody, po czym biorąc ode mnie pieniądze wpuścił do środka.
Od razu usiadłem w środkowym rzędzie i zsuwając się na fotelu jak najniżej, zacząłem się modlić, by fanki mnie nie znalazły. Już myślałem ze mi się upiekło, gdy w moją stronę zaczęła iść jakaś dziewczyna. O dziwo zamiast podejść i prosić o autograf, ta po prostu spojrzała na bilet i na miejsce obok mnie.
- Przepraszam, mógłby pan przytrzymać? - poprosiła, podając mi kubełek z popcornem i cole. Nie odzywając się, wziąłem od niej rzeczy, ona natomiast zaczęła się rozsiadać na fotelu obok.
- Dziękuje - powiedziała, zabierając ode mnie swoje rzeczy.
- Nie ma za co - odpowiedziałem i wróciłem do udawania, że oglądam film, podczas gdy w duchu modliłem się, by mnie nie poznała.
- Ukrywa się pan?
- Co? - zapytałem, przerażony że mnie rozpoznała.
- Jesteśmy w ciemnej kinowej Sali, a pan siedzi w kapturze, więc albo się pan ukrywa, albo jest pan mordercą i poluje na swoją ofiarę. Wiem, że to nie moja sprawa, ale wolę wiedzieć czy mogę zostać czy lepiej uciekać. - wytłumaczyła dziewczyna, ja natomiast słysząc to stwierdzenie, roześmiałem się.
- Możesz zostać - powiedziałem, zdejmując kaptur i siadając prosto w fotelu - I, proszę, przestań z tym panem. Jestem...- zacząłem, chcąc się przedstawić, gdy nagle do sali wpadły dziewczyny wołające moje imię:
- Justin! Justin!
- No nie, tylko nie to - powiedziałem, zsuwając się ponownie na fotelu.
- Czyli jednak się ukrywasz - powiedziała dziewczyna, chichocząc i kojarząc fakty.
- Proszę, tylko mnie nie wydaj - szepnąłem błagalnie.

JANE:

No nie, ja to mam szczęście. Myślałam, że poznałam jakiegoś fajnego chłopaka, a co się okazało? Że siedzę koło gwiazdki, w której kochają się wszystkie dziewczyny. Nie wiem co one w nim widzą: to prawda, jest przystojny i ma piękny głos, ale dla mnie nie to się liczy u faceta. I gdyby nie to, że pośród dziewczyn, które go ścigały była Kate, której nienawidzę, to pewnie z chęcią bym go wydała.
- Spoko - powiedziałam, wzruszając ramionami i odwróciłam się w stronę ekranu, by wrócić do oglądania filmu.
- O, dziewczyny, patrzcie! To chyba on - krzyknęła Kate, wskazując palcem w naszą stronę. Gdy chłopak już miał wstać i wychodzić by znów spróbować uciec, postanowiłam mu pomóc i odstawić małe show, a przy okazji odegrać się na Kate, za to co dziś mówiła w szkole. Zaraz, jak to szło...a, no tak: „Jaki facet na ciebie spojrzy, kujonko?"
- Jeśli chcesz się stąd wydostać to siedź i współpracuj - powiedziałam, przybliżając się do chłopaka i opierając głowę na jego ramieniu. Chciałam, aby wyglądało to tak jakbyśmy byli na randce.
- Co takiego? - zapytał zaskoczony moim zachowaniem. Chyba nie wiedział o co mi chodzi.
„Nie wierzę, że to robię", pomyślałam, po czym zbliżyłam moje usta do jego delikatnie złożyłam na nich pocałunek. Gdy Justin skojarzył o co mi chodzi, zaczął odwzajemniać każdy pocałunek, a nawet po chwili chyba nawet za bardzo wczuł się w rolę
- Dajcie spokój, to tylko ta kujonka - prychnęła Kate, spoglądając na mnie, podczas gdy Justin zszedł z pocałunkami na moją szyje, tym samym chowając twarz w jej zgłębieniu oraz w moich długich włosach.
- Lepiej idźcie do hotelu, ludzie patrzą - rzuciła Kate.
- Zazdrosna? - zapytałam, chichocząc, gdy poczułam jego usta na swojej szyi.
- Nie ma o co - powiedziała, wycofując się do wyjścia.
Rany gdyby tylko wiedziała.
- Ok, poszły - powiedziałam, odpychając chłopaka od siebie
- Dzięki za ratunek, choć szkoda, że już ich nie ma, bo całkiem nieźle całujesz - powiedział, chyba próbował mnie zawstydzić, ale zamiast tego cholernie mnie wykurzył. Ja mu pomagam, a ten w ramach podziękowania się ze mnie nabija. Może i nie jestem najlepsza w te klocki, ale przecież uratowałam mu tyłek.
- Chcesz, to mogę je zawołać, ale drugi raz na pewno cię nie pocałuję. A teraz wybacz, ale muszę iść. - powiedziałam zła, wstając i ruszając w stronę wyjścia.

JUSTIN:

- Zaraz, zaczekaj - wykrzyknąłem, wstając i ruszając za dziewczyną. Zaskoczyła mnie jej reakcja na mój tekst; chyba mnie źle zrozumiała i pomyślała, że się z niej nabijam. - Jak masz na imię? - zapytałem, zatrzymując ją już prawie przy wyjściu.
- Po co chcesz wiedzieć? I tak już się nie spotkamy.
- Daj spokój, życie jest pełne niespodzianek. Po za tym, chyba mogę znać imię swojej wybawczyni.
- Nie jestem twoją wybawczynią, tylko aniołem stróżem.
- Dobrze. W takim razie będę cię nazywał Angel.
- Jak chcesz.
- Wiec mam u ciebie dług, aniele. Może... - zacząłem i właśnie w tym momencie zadzwonił mój telefon, a na ekranie wyświetliło się imię mojego agenta - Zaczekaj, muszę to odebrać - powiedziałem do dziewczyny, odwracając się do niej plecami.
- Justin, gdzie ty, do diabła, jesteś? - wykrzyknął nieźle wkurzony agent.
- W kinie, zajedźcie od tyłu.
- Co? - zapytał zaskoczony, lecz ja zamiast odpowiedzieć rozłączyłem się, chcąc jak najszybciej wrócić do rozmowy z dziewczyną.
- ... dasz się zaprosić na kawę? - zapytałem, odwracając się, lecz jej już tam nie było. Natychmiast wybiegłem z sali bocznymi drzwiami mając nadzieję, że ją dogonię, ale kogo ja chciałem oszukać? Nawet nie wiedziałem jak dokładnie wygląda, gdyż w sali jedynym światłem było to, które dawał ekran. Jedyne, co wiedziałem to to, że ma długie włosy, a jej perfumy mają zapach jaśminu i naprawdę nieziemsko całuje.
***
Proszę o komentarze jak wam się podoba? Bardzo mi na tym zależy bo nie wiem co dalej pisać czy zrezygnować? Ktoś to czyta?





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz